Czarodziej
Udostępnij
Dlaczego Czarodziej?
Zabawna opowieść opowiedziana przez pannę Jen Randall,
gadający chomik z kałuży błota
To była jedna z tych cudownie absurdalnych wypraw, podczas których granica między zwyczajnym życiem a nonsensem rozmywa się w błocie. Gdzieś na mokrej ścieżce nasz podróżnik spojrzał w dół i zobaczył małego chomika pluskającego się w kałuży, jakby to było całkowicie normalne.
Wtedy chomik przemówił.
Przedstawiła się jako panna Jen Randall, albo panna Jenn Randal, albo panna J. Randall, albo coś w tym stylu. Pisownia nie miała większego znaczenia. W końcu była to mówiąca chomik w kałuży, a kiedy gryzoń zaczyna opowiadać historię, nie należy zbytnio przejmować się formalnościami.
Pani Jen mimochodem wspomniała, że kiedyś należała do dość upiornego, starego mężczyzny. To niczego nie wyjaśniło. Wręcz przeciwnie, sprawiło, że całe spotkanie stało się jeszcze bardziej niepokojące. Ale nie wynurzyła się z kałuży, by prowadzić pogawędki. Miała do opowiedzenia historię, którą – jak twierdziła – usłyszała od swojego wysokiego, przystojnego, silnego, imponująco wytrzymałego przyjaciela z tajemniczej Land of Nod.
Z błyskiem w swoich paciorkowatych oczach zaczęła opowiadać.
„Teraz,” powiedziała chomik, odchrząkując z zaskakującą teatralną pewnością siebie, „obraz czarodzieja może na pierwszy rzut oka wydawać się przypadkowy, dziecinny lub lekko szalony. Ale w tej historii ma to doskonały sens.”
Według pani Jen, opowieść dotyczyła mężczyzny, który przez kilka lat znosił oszałamiający sztorm niepowodzeń. Próbował wszystko wyjaśnić w rozsądny sposób. Próbował zachować spokój. Próbował, z heroicznym optymizmem, umieszczać każde dziwne wydarzenie w mentalnej szufladzie oznaczonej „pewnie nic takiego”.
Przez większość swojego życia nie był szczególnie skłonny do myślenia w kategoriach nadprzyrodzonych. Ufał nauce, dowodom i zdrowemu rozsądkowi. Wolał jasne wyjaśnienia od tajemniczego teatru. Nawet badał nietypowe teorie i dziwne pomysły w starym magazynie, który kiedyś wydawał. Ciekawscy czytelnicy wciąż mogą znaleźć te pozostałości na iLearn.tw/magazine.
Ale życie, wyjaśnił chomik, czasami staje się na tyle dziwne, że nawet racjonalna osoba zaczyna dostrzegać wzorce, których wolałaby nie zauważać.
W opowieści ludzie znajdujący się w pobliżu kręgu czarodzieja wydawali się doświadczać nieszczęść z niepokojącą regularnością. Tu wypadek. Tam nagła choroba. Jedna tragedia po drugiej. Każde z tych zdarzeń, rozpatrywane osobno, dało się wytłumaczyć. Żadne z nich niczego nie dowodziło. Pani Jen była co do tego stanowcza. Zbieg okoliczności to nie dowód. Złe rzeczy się zdarzają. Życie jest kruche. Świat nie potrzebuje czarodzieja, żeby być okrutnym.
A jednak ten schemat się utrzymywał.
Potem pojawiła się nienawiść. Nie zwykła irytacja. Nie nieszkodliwe plotki. Nie prywatne narzekanie, które ludzie uprawiają, gdy życie ich przytłoczy. To zostało opisane jako coś mroczniejszego: teatralne, nieproporcjonalne, dokuczliwe i trudne do zapomnienia.
Mężczyzna próbował kierować rozmowy z dala od tej ciemności. Starał się pozostać rozsądny. Jednak w końcu, jak to ujęła panna Jen, szuflada oznaczona jako „prawdopodobnie nic” przestała się domykać.
Później opowieść przeniosła się do przeklętego miejsca zamieszkania. To było określenie panny Jen, nie prawny wniosek, nie faktyczne oskarżenie i z pewnością nie wynik inspekcji nieruchomości. Przeklęte miejsce zamieszkania. Taki rodzaj miejsca, gdzie powietrze wydaje się ciężkie, a zwyczajne przedmioty sprawiają wrażenie, jakby wiedziały zbyt wiele.
W tym miejscu, według opowieści, przyjaciel z filipińskiej dżungli próbował odpędzić złe duchy za pomocą słoika wody i soli kamiennej. Woda, która podobno zabarwiła się na fioletowo, następnego dnia była krystalicznie czysta. Przypadek? Może. Chemia? Możliwe. Dramatyczny akcent dodany przez mówiącego chomika? Również możliwe. Historia pozostawia tę sprawę tam, gdzie jej miejsce: gdzieś pomiędzy wspomnieniem, symboliką a folklorem rodem z kałuży.
Niedługo potem mężczyzna zdał sobie sprawę, że czarodziej również zwrócił się przeciwko niemu. W opowieści to uświadomienie przyszło tuż po tym, jak rzekomo oczyszczono złą energię z tego miejsca. Roślina, która kiedyś była podarunkiem, nagle zaczęła budzić podejrzenia. Interesy przestały się kręcić. Pech przyszedł w zabłoconych butach. Oczywiście nic z tego nie okazało się klątwą, ale dało pannie Jen wiele powodów do piszczenia.
To, co sprawiło, że to uświadomienie było jeszcze trudniejsze, to fakt, że mężczyzna widział już wcześniej, jak czarodziej zwracał się przeciwko innym. Zdrada rzadko bywa zaskoczeniem, gdy patrzymy wstecz. Prawdziwe zaskoczenie pojawia się dopiero wtedy, gdy człowiek w końcu przyjmuje do wiadomości to, co znaki próbowały mu przekazać.
Chomik ostrzegł, że czarodziej wydawał się chełpić upadkiem innych. Jedno szczególne skazanie, dotyczące człowieka, z którym czarodziej po prostu się nie zgadzał, sprawiło mu widoczną radość. Sprawiało to wrażenie nie tyle troski o sprawiedliwość, co osobistego zwycięstwa. Ten szczegół zapadł mężczyźnie w pamięć, nie dlatego, że coś udowadniał, lecz dlatego, że okrucieństwo ma swój dźwięk. Gdy raz usłyszysz go wyraźnie, trudno go potem zapomnieć.
Nawet kara, którą spotkała mężczyznę w tej opowieści, wydawała się zupełnie nieadekwatna do rzekomego przewinienia. Coś tak banalnego jak stara umowa najmu nagle przerodziło się w lata zamieszania i widmo sześciomiesięcznego wyroku więzienia. Bez względu na to, czy ktoś odczytuje to jako absurd, tragedię, satyrę czy logikę rodem z koszmaru, pani Jen upierała się, że właśnie to tłumaczy, dlaczego czarodziej stał się tak użytecznym symbolem.
Opowieść zawierała również osobliwe wspomnienie na czerwonym świetle. Przypadkowo, tuż po tym jak przyjaciel o imieniu Sir Had zatrzymał się obok niego, czarodziej pochylił się i powiedział: „Lepiej przestań to robić, Sir Had.” Te słowa nie wywołały grzmotu. Żadne gobliny nie wyskoczyły ze schowka. A jednak to zdanie pozostało w opowieści jak drzazga pod skórą.
Dodając do tajemniczości, czarodzieja otaczały okultystyczne obrazy: piramidy, kamienie energetyczne, karty tarota, księgi zaklęć, dziwne teksty, symbole i przedmioty, które bardzo starały się coś znaczyć. Mężczyzna nie chciał mieć z tym światem nic wspólnego. Nie chciał przewodnika dla początkujących. Nie chciał subskrypcji. Nie chciał karty lojalnościowej.
On po prostu chciał dystansu.
Tak więc czarodziej stał się znakiem ostrzegawczym. Nie biografią. Nie wyrokiem. Nie stwierdzeniem faktu. Znakiem ostrzegawczym. Jak krzywy płot wokół bagna albo nieudolnie narysowana czaszka na słoiku. Czymś w rodzaju gadającego chomika w kałuży błota, który mówi: „Na twoim miejscu nie szedłbym tamtędy.”
W opowieści wspomniano także o złośliwych, szyderczych komentarzach pojawiających się w internecie: małych cyfrowych strzałkach rzucanych z ukrycia. Pani Jen znów była ostrożna. Nikt w tej historii nie mógł udowodnić, kto za nimi stoi. Fikcyjny chomik, w przeciwieństwie do niektórych fikcyjnych złoczyńców, najwyraźniej szanuje granice dowodów.
Mimo to ton wydawał się znajomy: szyderczy, radosny, uszczypliwy, dziwnie osobisty i czerpiący satysfakcję z cierpienia w sposób, w jaki zwykłe, przyzwoite istoty rzadko to robią.
Czy to wszystko mogło być przypadkowe? Z pewnością. Czy czarodziej mógł być symbolem, na który rzutowano strach, żal, frustrację i zmęczenie? Jak najbardziej. Czy chomik w kałuży błota mógł być niewiarygodnym narratorem? Niemal na pewno.
Ale fikcja nie zawsze polega na udowadnianiu czegoś. Czasami fikcja umieszcza świecę wewnątrz absurdalnego obrazu i pozwala ludziom dostrzec kształt jakiegoś uczucia.
Pani Jen była stanowcza w jednej kwestii: ta historia nie była o zemście. Zemsta należy do złoczyńców, melodramatów i ludzi, którzy widzieli zbyt wiele scen w zamkach. W tej fikcyjnej opowieści mężczyzna nie prosił nikogo, by kogoś nienawidził. Nie prosił też nikogo, by wierzył w zaklęcia, kamienie, rytuały, karty, symbole, klątwy, gryzonie z kałuży błota ani w dramatyczne życie wewnętrzne czarodziejów.
On po prostu mówił, poprzez chomika, poprzez kałużę, poprzez absurd całej sytuacji: strach nie ma już ostatniego słowa.
To rozróżnienie ma znaczenie. Zemsta próbuje zniszczyć. Opowieść próbuje uwolnić. Zemsta domaga się krwi. Opowieść domaga się sensu. Zemsta utrzymuje złoczyńcę w centrum. Opowieść zepycha złoczyńcę na dalszy plan, wręcza chomikowi latarnię i pozwala czytelnikowi zdecydować, jakiego rodzaju nonsens właśnie zobaczył.
Chomik chciał również poruszyć jeden teologiczny temat, ponieważ, jak się okazuje, nawet mówiące chomiki czasami stają się niespodziewanie pobożne. Powiedziała, że człowiek z Krainy Nod nie pokładał swojej ufności w zaklęciach, kamieniach, rytuałach, kartach, symbolach ani w niczym innym, co mogłoby się znaleźć w szafce czarodzieja. Jego wiara była gdzie indziej. Jego ochrona była gdzie indziej. Jego nadzieja była gdzie indziej.
Słowami Pani Jen: „Niech czarodziej zatrzyma rekwizyty. Pan Jezus Chrystus wystarczy.”
Niezależnie od tego, czy odczytujemy to jako wiarę, metaforę, świadectwo, bunt czy po prostu moralny rdzeń bardzo dziwnej fikcyjnej opowieści, sens jest wystarczająco jasny.
Z figlarnym uśmiechem, na tyle szerokim, na ile może sobie pozwolić chomik, panna Jen Randall zakończyła swoją opowieść.
„To oczywiście wszystko fikcja,” powiedziała. „Ale cóż to za opowieść.”
To jest ta wiadomość.
Głośno i wyraźnie.
Uwaga: Jeśli obraz czarodzieja wydaje się przypadkowy, ta fantazyjna opowieść wyjaśnia symbolikę, która za nim stoi. Jest ona całkowicie fikcyjna, symboliczna i satyryczna — i nie dotyczy wymieniania żadnych nazwisk. To dziwna, krótka reakcja na absurd, zastraszanie oraz ludzką próbę nadania sensu temu, co pozbawione sensu. Ja sam mogę jedynie przypuszczać, że gdyby ktoś miał się z tym nie zgodzić, byłby to zapewne sam czarodziej, a może i jego wspólnicy. Najdziwniejszy pomysł na grę wstępną, jaki kiedykolwiek widziałem — i rzeczywiście byłoby to spektakularne wyjście z przysłowiowej szafy.
Zastrzeżenie: To dzieło fikcji i satyry. Jeśli chcesz dyskutować o fantazji, z pewnością możesz to również zrobić. Wszystkie postacie, wydarzenia, imiona, symbole, rozmowy, chomiki, czarodzieje, dziwni staruszkowie, kałuże błota, krainy, komentarze i szczegóły narracyjne są fikcyjne i nie mają na celu przedstawiania ani oskarżania żadnej prawdziwej osoby, żywej czy zmarłej. Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych osób, wydarzeń lub okoliczności jest całkowicie przypadkowe. Ta opowieść jest symbolicznym wyrazem, a nie stwierdzeniem faktu.